-Nie udawaj, że ci na mnie nie zależy- mówi- gdyby tylko była taka potrzeba, wskoczyłabyś za mną w ogień.
Ma racje. Ma całkowitą racje. Niestety.
-Chciałbyś- rzucam oschle- patrzyłabym z przyjemnością na to jak pożerają cię płomienie ognia- uśmiecham się słodko.
Sky wybucha śmiechem. On dobrze wie, że żartuję. Zna mnie na wylot. Szkoda tylko, że ja nie znam jego.
-Niedługo sylwester. W sumie to organizuję niewielką imprezę, na którą właśnie zostałaś zaproszona. Wpadniesz, nie?
Przełykam głośno ślinę. Robię to odruchowo, choć pewnie i tak wyszło na to, że stresuję się w jego obecności. Może tak właśnie jest. Sky nie zwraca na to uwagi, a przynajmniej tak mi się wydaje. Kto jak kto, ale on jest świetnym aktorem. Gdybym tylko mogła w tym momencie zniknąć i pojawić się gdziekolwiek indziej...
-To ma oznaczać, że z wielką chęcią wpadniesz i bardzo dziękujesz za zaproszenie?
-Nie, nie mam ochoty spędzać z tobą sylwestra. Mam swoje towarzystwo.
-Masz na myśli siebie?
-Tak, spędzę sylwestra sama ze sobą. Będzie cudownie. Na pewno lepiej, niż gdybym miała być wtedy z tobą, egoisto.
-Egoisto?- Sky unosi wysoko brwi, pominę to, że wygląda nieziemsko- Przecież cię zaprosiłem. To ty mi odmawiasz.
-Nie odmawiam- wyrywa mi się. Spoglądam na niego. Uśmiecha się miło i łagodnie, zupełnie inaczej niż zwykle. Jest taki spokojny, opanowany. Czuję się przy nim bezpiecznie.
-W takim razie czekaj na SMS-a z adresem.
Dziwnie się poczułam. Wolałabym raczej, żeby sam po mnie przyszedł.
Nikt nigdy się o mnie nie starał.
-Nie możesz podać mi adresu teraz?
-Nie, jeszcze nie wiem gdzie to będzie. Dopiero planuję. Chciałem, żebyś była pierwszą osobą, którą zaproszę.
Nagle moje serce przyspiesza. Bije dwa razy szybciej. Dwa razy mocniej. Tracę zmysły, gdy tylko znajduje się w pobliżu. Zupełnie głupieję. Oszalałam z miłości do niego. Miłości tak żywej, tak prawdziwej, że aż nierealnej. Miłości tak prostej, a zarazem skomplikowanej, że aż niezrozumiałej.
Z miłości. Po prostu.
-Wydało się. Niczego bardziej nie pragniesz od tego, aby spędzić ze mną sylwestra. Zgadza się? - pytam żartobliwie. My ciągle żartujemy.
-Zgadza.
To jedno słowo jest tak bardzo przepełnione powagą, że aż przez moment myślę sobie, że zostało wypowiedziane szczerze. Moje własne myśli próbują mnie zniszczyć. Chcą, żebym na zawsze opuściła Laylę. Tę dawną Laylę.
Laylę, która nie chciała się zakochać.
Laylę, która tego nie potrzebowała.
Laylę, której nawet przez myśl nie przeszło, że ktoś kiedyś zrobi na niej takie wrażenie.
Laylę, która wiecznie się nad sobą użalała.
Laylę pełną nienawiści
pełną cierpienia i strachu.
Kolejny raz patrzę w jego oczy i kolejny raz tracę oddech. Mam tego dość. Myślę o jego zniewalającym spojrzeniu, o idealnych rysach, potarganych włosach. Zastanawiam się, jak smakują jego zmysłowe usta.
Przerywa mi jego telefon. Ktoś do niego dzwoni. David spogląda na mnie, jakby pytał czy może odebrać. Odwracam wzrok.
"Halo?"
Jest niepewny. Znów na niego patrzę. Wytężam słuch. Chciałabym wiedzieć z kim rozmawia i czego ta rozmowa dotyczy. Po jego minie widzę, że chodzi o coś ważnego. Zamknął oczy i słucha z uwagą, wygląda na skupionego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz